Jaki jest sens życia? Jak "odnaleźć siebie pośród śpiwewu tłumu"? Są tacy co znaleźli odpowiedź.



Bieszczady harcerza
Bieszaczady to wspaniały zakątek naszego kraju, wspaniała atmosfera, dzika przyroda, oraz to wszystko co turysta może tutaj zobaczyć. W obecnym stanie 
granic Polski znajdują się tylko Bieszczady Zachodnie i zachodnia częśc Gór Sanocko-Turczańskich. Granice między nimi przeprowadza się wzdłuż Sanu, od 
granicy państwowej po Jezioro Solińskie, a dalej na zachód wzdłóż północnych podnóży pasma Karboni.
  Lecz nie będzie to przewodnik po Bieszczadach, ani omawianie wszystkich szlaków turystycznych czy też szczytów gór. Chciałbym opisać tutaj swoje 
przeżycia, swoje przygody, oraz historię Bieszczadów, Bieszczadów które są dla mnie wielkim przeżyciem, przetrwaniem, oraz poznaniem życia.
  Moja historia związana jest z Bieszczadami, a w szczególności z Bieszczadami zachodnimi, czyli od Komańczy po Cisną. Jest jedno miejsce na tym odcinku 
które polubiłem najbardziej, a jest to Wola Michowa gdzie znajduje się stanica hufca ZHP im. J. i S. Magurów z Krosna. Z tą bazą związałem się w 1987, jako 
instruktor,  młody człowiek. Byłem wówczas młodym instruktorem, nowicjuszem, poznawałem tajniki pracy w szeregach instruktorskich. Tam spotkałem wielu 
ciekawych ludzi, nowych przyjaciół, a w szczególności jedną osobę - dh. hm. Grzegorza Chandoha, człowieka który stał się jak własny ojciec, przyjciel, kumpel.

Ktoś powie, dlaczego ja jestem w harcerstwie, dlaczego taki człowiek jak ja, działam społecznie w szeregach ZHP, za nic mi nie płacą, ale działam, jestem na 
rozkaz, na telefon, na każde zawołanie - ktoś powie, co mu z tego przyjdzie, co mu to da, ale jest w tym jakiś sens, sens życia, sens bycia niepełnosprawnym 
instruktorem, a przez to ma jakiś sens bo...Bo w Bieszczadach czuję sie jak w domu, jak u siebie, a może jeszcze lepiej, bo przez kilkanaście dobrych lat 
spędzonych w Bieszczadach jestem mile widziany w Woli Michowej, w Nowym Łupkowie, czy w Komańczy i w Cisnej, i w Smolniku, czy tez innych 
miejscowościach. Bieszczady - to kraina która ma w sobie coś czego nie maja Pieniny, Tatry czy Bory Tucholskie, to miejsce zaklęte w czasie, w historii, we 
wsiach 
których juz nie ma ajeszcze kiedyś były, istniały, prężnie działały(...)
















                                                                                                                                                                                                                       
          
                                                                                                                                                                                                                                                                                 













Wola Michowa
Wola Michowa była kiedyś miasteczkiem. Dziś stoją tu 22 domy i biegnie linia kolejki wąskotorowej. Wieś ciągnie się wzdłuż szosy i Osławy.
  Warto przejśc mostek na Osławie - równa łąka po prawej była w XVIII wieku małomiasteczkowym rynkiem, gdzieniegdzie spod murawy wyziera jeszcze bruk.
Wyżej, siedemset metrów w górę potoku Chliwnego , na wzgórku po prawej, znajduje sie kirkut; ocalało trzydzieści macew. Kilometr szosą w stronę           
Łupkowa, przed mostem, na łące między szosą a Osława, stała cerkiew św. Mikołaja z 1843 roku. Pozostało po niej pięć pomnikowych lip, niegdyś 
otaczającycjh świątynię. Na wysokości sklepu od szosy odbija stara droga w stronę grzbietu granicznego, zamknięta szlabanem. Idąc nią można po lewej 
zauważyć smętne resztki zrujnowanego cmentarzyka rzymsko-katolickiego.
  Wolę założył Micho Rusin, syn kniazia Iwka ze Smolnika, w połowie XVI wieku. Musiał Trochę pokombinować, bo przed wydaniem przywileju dla Micha na 
założenie wsi w Woli stała już cerkiew. Wkrótce długą nazwę skrócono na Miową. Wieś była duża i królewska. W 1773 w jej wschodniej części założono 
miasteczko Nowa Wola . Wytyczono rynek w widłach Chliwnego i Osłąwy, gdzie odbywały się jarmarki. Biznesem zajęli się Żydzi, ale okolica musiała być 
naprawdę uboga, skoro nic z niego nie wyszło i jeszcze przed upływem wieku miasteczko stało się siołem. 
  Mimo to pozostał podział na wieś w dolinie Osławy i "miasteczko" wokół rynku. W XIX wieku wieś Miową frymarczono. Przejął ją zarząd wiedeńskich dóbr 
kameralnych, sprzedał Ławrowskim, a ci biskupstwu grekokatolickiemu w Przemyślu. Przed wojną odbywło się tu sześć jarmarków rocznie i mieszkało 800 dusz.
 159 modliło się do Boga z pierwszej części Biblii, 550 preferowało jego koncepcję z drugiej części i język ruski, a pozostałe 30 robiło to co większość, i nawet 
we wspólnej cerkwii, ale chować kazało się na rzymsko-katolickim cmentarzu. Historia, niestety, nie uczyniła dla Miowej wyjątku...

Nowy Łupków
Nowy Łupków powstał dokładnie w 1872 roku, w roku otwarcia linii z Przemyśla i Lwowa do Budapesztu, jako kolejowa dzielnica Łupkowa i stacja gdzie miała 
wkrótce dołączyc wąskotorowa linia z Cisnej. Dziś nie ma juz Łupkowa, nie ma polsko-węgierskiej kolei, a Nowy Łupków pozostał jakby siłą inercji.
Ma 25 domów, dziennie dwa kursy PKS przez Komańczę do Sanoka i  dwa w drugą stronę, z Sanoka do Łupkowa. Od 01.04.04 zostały odwołane pociągi z 
Sanoka do Łupkowa, a tak niedawno jeszcze jechały do końcowej stacji-widma - Łupkowa. Ale po udrożnieniu tunelu pod Przełęczą Łupkowską dwa z 
pociągów prują na południe - do Słowackich Medzilaborców i Koszyc. Jest sklep bieszczadzki oraz kościół. Najistotniejszy może okazać się posterunek Straży 
Granicznej w Nowym Łupkowie, gdzie lepiej dla spokoju sumienia zgłaszać zamiar spacerów w pobliżu granicy, o ile przebiegać mają szlakiem niebieskim, np. na
 Przełęcz Łupkowską.
   Jest tajemnicą poliszynela że w Nowym Łupkowie i Łupkowie znajduje się duży kompleks więzienny. Na początku lat 80 w okolicach Łupkowa postawiono 
liczne baraki dla więźniów politycznych zwane miejscem odosobnienia, czyli internowania. W jednym z nich działa teraz schronisko turystyczne.
   Do starego Łupkowa można wybrać się pieszo, mozna też podjechać pociągiem (...) Przechodzi się przez środek dawnej wsi, po lewej zostaje okazałe 
cerkiewisko z dużym, interesującym i dobrze zachowanym cmentarzem.
  Łupków (stary) oficjalnie lokowano dopiero na początku XVI wieku, ale z dokumentu wynika że istniało tu przedtem osiedle i gródek obronny. Od 
uwłaszczenia folwark łupkowski należał do władyki przemyskiego. Przed wojną Łupków liczył 700 mieszkańców. W marcu 1946 roku UPA podjęła najbardziej 
spektakularną, czysto wojskową akcję: likwidacja stanic WOP (Wojska Ochrony Pogranicza) od Sądecczyzny po wschodnią granicę. Zaatakowany posterunek 
WOP w Łupkowie realnie ocenił swoje szanse i po prostu, wraz z cywilnymi Polakami, poszukał schronienia w Czechosłowacji.
                                                                           
                                                                                            * * *
Balnica
Wystarczy w Maniowie przy przystanku PKS skręcic w starą drogę na południe, wzdłuż potoku nazywanego Balnickim i po chwili jest się na łąkach wsi żywej w 
latach 1549-1946
  Wcześniej, jeszcze w lesie, na stoku po prawej, około 100 metrów od potoku mija się biała murowaną kapliczkę z połowy XIX wieku nakrytą baniastym 
hełmem. Wewnątrz zachowały się resztki polichromii. Blisko kapliczki bije cudowne źródełko a całość otacza niski murek z kamienia. Przed wojna odprawiano tu 
nabożeństwa i święcono wodę w źródełku. Idąc dalej drogą wzdłóż potoku, w miejscu gdzie spływa z lewej znaczniejszy strumień, napotkać mozna 
fundamenty po cerkwii Michała Archanioła z 1856 roku, dwa kute krzyże z kopuł i cmentarzyk z sześcioma nagrobkami.
  Droga zmierza w kierunku obniżenia w grzbiecie granicznym, zwanego obniżeniem Balnicy (667 m.n.p.m.) i ponieważ na wprost teren jest zabagniony, staje 
człowiek przed rozstajami. Stara droga skręca w lewo, do lasu, by doprowadzić wkrótce do torowiska kolejki. Torowisko biegnie około kilometra , aż do     
budyneczków przystanku kolejowego Balnica, granicy państwa i szlaku niebieskiego.
  W miejscu skrętu drogi do stacji PKP odbija w prawo ścieżka biegnąca przez dawny Wyżni Koniec na Kuźmów Wierch. Stanowi on wschodnią odnogę 
Radyszowej (880 m.n.p.m.) a wznosi się na samej granicy, na szlaku niebieskim.

                                                                                           * * *
50-lecie istnienia lońdyńskiego hufca ZHP.
Jesteśmy Polakami - mówią harcerze z brytyjskimi paszportami. Ich lońdyński hufiec istnieje od 50 lat.
  Od 3 sierpnia w stanicy Berdo przebywała blisko 100-osobowa grupa z Wlk. Brytanii. Są przedstawicielami działającego w Londynie hufca Warszawa który      
funkcjonuje w ramach ZHP poza granicami kraju. W tym roku hufiec, którego założycielem był dh. Fallenbuch, obchodzi 50-lecie istnienia.
  Poszukiwania miejsca na obóz trwały kilka miesięcy. Wybór padł na stanicę Berdo, należącą do hufca ZHP w Sanoku. Stanica leży nad Zalewem 
Myczkowieckim, a dostać sie do niej można drogą wodną, przeprawiając się łodzią, albo wędrując po błotnistych ostojach leśnych. Harcerze z Londynu wybrali 
takie miejsce nieprzypadkowo. Harcerstwo w ich wydaniu to typowa pionierka. Sami sobie budowali prycze do spania, sami budowali kuchnie. Wśród 
uczestników kursu są dzieci 6-letnie, ale nawet one nie narzekają na trudy. Wiele dzieci mieszkających w centrum Londynu na obozie są po raz pierwszy i 
mają pierwszy raz kontakt na przykład z siekierą. Wszyscy uczestnicy obozu podkreślaja swoją polskość, wszyscy mówia po polsku. Wielką rolę w 
podtrzymywaniu polskości odegrał ich hufiec, kultywując tradycję harcerstwa.(...) 


pdh. Mariusz Czerwiński
Mariusz Czerwiński jest instruktorem harcerskim,
podharcmistrzem hufca ZHP Krosno, od kilkunastu lat związany z 
Karpatami, a w szczególności z polskimi Bieszczadami zachodnimi.
Mieszka w Domaradzu, na Pogórzu Karpackim
Smolnik nad Sanem - okolice cerkwii.
więcej zdjęć w galerii>>
fot. Piotrek Czerwiński