Podróż sentymentalna.
Kiedy przeczytałem artykuł pani Goldberg stwierdziłem że jedną z rzeczy która definiuje nas jako ludzi jest nasza łączność z poprzednimi pokoleniami i z naszą
historią. Wydaję sie ze to właśnie właściwa człowiekowi swiadomośc własnego istnienia jest z jednym z dowodów ze nasze życie na tej kruchej planecie ma
sens. A świadomość to nie tylko świadomośc istnienia, to też świadomośc naszej łączności z tymi co istnieli przed nami i którzy nadal istnieją w pamięci wielu.
Artykuł Barbary Goldberg wyraża przyrodzoną każdemu myślę człowiekowi dążnośc do określenia siebie w choaotycznym wydawałoby się wszechświecie,
dążenie do znalezienia dowodu ze nie jesteśmy jedynie świeczkami na wietrze ale że nasze istnienie tutaj i teraz ma jakiś głębszy, ponadczasowy sens.
Postanowiłem więc skontaktować sie z panią Goldberg i poprosić o pozwolenia przetłumaczenia jej relacji z podróży do regionu jej przodków, na Pogórze
Karpackie, do Jasienicy Rosielnej.
Piotrek Czerwiński
W poszukiwaniu moich galicyjskich korzeni.
Barbara Goldberg, Los Angeles, Kalifornia, czerwiec 2004
1 maja 2004 opuściłam Los Angeles i rozpoczęłam miesięczną podróż, najpierw do Polski a następnie do innych regionów Europy Wschodniej. Podróż
rozpoczęłam w Warszawie oddając hołd ofiarom Holocaustu, odwiedzając miejsce byłego getta, cmentarz żydowski, więzienie na Pawiaku oraz inne ważne
miejsca pamięci, przede wszystkim Treblinke.
Następnie wyruszyłam do Krakowa gdzie wynajęłam wspaniałego przewodnika, Artura Davidsona, który przez dwa dni zgodził się służyc mi swoją pomocą w
odnalezieniu dokumentów narodzin moich dziadków. Obydwoje urodzili się w roku 1873, Ray Weiser Feit w Tarnowie a Beniamin Feit w Tarnowie lub w
Jasienicy Rosielnej. Zarówno mój pradziadek, Leibish Feit, jaki prababka, Ester Eiss Feit, urodzili się w Jasienicy Rosielnej dlatego też bardzo chciałam tam
pojechać. Naszym pierwszym przystankiem był Tarnów, gdzie znalazłam dokumenty narodzin mojej babki ze strony ojca oraz jej rodziców co było ekscytującym
przeżyciem. Pozwolono mi w Tarnowie przejrzeć oryginalne dokumenty z 1873 roku co, widząc przepiękne manuskrypty rabinów i ich różne style pisma, było
dla mnie jak podróż w czasie.
Następnie pojechaliśmy do Archiwum Państwowego w Rzeszowie, do Ośrodka Badania Historii Żydów (www.rzeszow.ap.gov.pl) i spotkaliśmy się z dr
Grzegorzem Zamoyskim który był bardzo miły i pomocny. Nie mówi on jednak po angielsku więc tłumacz (Artur) okazał się niezbędny. Dr Zamoyski powiedział
nam że dokumenty dotyczące moich pradziadków urodzonych w Jasienicy Rosielnej tam właśnie się znajdują. Pojechaliśmy więc niezwłocznie do Jasienicy tylko
po to żeby dowiedzieć sie ze tamtejsze archiwum gminne owych dokumentów nie posiada.
Artur nie poddawał sie jednak i poszedł zobaczyć sie z wójtem Markiem Ćwiąkałą który był bardzo gościnny i bardzo zależało mu żeby nam pomóc w
jakikolwiek możliwy sposób. Uważał że dokumenty mogą znajdować się w archiwum we Lwowie. Następnie towarzyszył nam do miejsca pamięci wzniesionego
w 1967 i upamiętniającego Żydów jasienickich którzy zginęli w okresie Holocaustu w latach 1939 - 1942. Pomnik został wzniesiony z inicjatywy Urzędu Gminy i
zaledwie kilka lat temu został odnowiony.
Pomnik stanowi prosta płyta pamiątkowa i znajduje się w miejscu dawnego cmentarza żydowskiego na którym to, w 1942, wszystkie kobiety, dzieci i starcy
zostali zamordowani i złozeni w masowym grobie. Obszar na którym się to dokonało jest odgrodzony w celu wyznaczenia powierzchni tego miejsca i jest
traktowany jako świeta ziemia. Cmentarz znajduje się za owym miejscem i jest to w tym momencie jedynie kawałek porosłego trawą pola, bez żadnych płyt
nagrobnych czy też innych znaków które wskazywałyby iż w przeszłości znajdował się tu cmentarz.
Tuż przed wybuchem wojny nieruchomości w Jasienicy należały do dwóch głównych posiadaczy: Kościoła Katolickiego i Hrabiego Wysockiego. Syn hrabiego
nadal żyje, mieszka w Krakowie i napisł książke o swojej rodzinie i swej rodzinnej miejscowości. Żydzi także posiadali majątki w Jasienicy i znajduja się dzisiaj
spadkobiercy ówczesnych Żydów którzy próbuja odzyskać ich własność, powodując tym samym niejakie wzburzenie wsród mieszkańców tej cichej i spokojnej
miejscowości.
Wizualnie Jasienica Rosielna jest sielankowym miestaczkiem z bujnymi obszarami rolniczymi i wyłaniającymi sę perspektywami zieleni lasów. Dzień był szary
podczas naszego pobytu, mimo to nie był w stanie przytłumic piękna tego obszaru. Miasteczko ma około 1100 mieszkańców.
Wójt zatelefonował do kilku starszych mieszkańców wsi usiłując przekonać ich aby z nami porozmawiali. Miałam nadzieje ze ktoś być moze pamięta moich
pradziadków którzy zostali zamordowani przez Nazistów, najprawdopodobnej w miejscu gdzie obecnie jest pomnik. Zabrał nas do domu pana Kazimierza
Walczaka, 81-letniego Polaka o bardzo klarownej pamięci który zaprosił nas do siebie częstując kawą i ciastkami, i wyraził wielką chęć porozmawiania z nami.
Nie przypominał sobie nazwiska mojej rodziny ale miał wiele do powiedzenia i siedzieliśmy zafascynowani przez prawie trzy godziny. Przypominał sobie swoje
dzieciństwo, swoich żydowskich kolegów z którymi się bawił i którzy nauczyli go nieco języka Yiddish. Pan Kazimierz był czasem zapraszany na świętowanie
żydowskich uroczystości a jego rodzina czasem pomagała w ich przygotowaniu. Pamiętał że dostawał do jedzenia mace oraz pamietał nazwy wielu żydowskich
świąt. Pamiętał cotygodniowy targ na którym Żydzi sprzedawali swoje towary.
Ojciec pana Kazimierza był przed wojną naczelnikiem lokalnej poczty, znał alfabet Morse'a i był wykształcony w porównaniu z resztą mieszkańców miasteczka.
Brał udział w powstaniu, walcząc u boku Piłsudskiego, wielkiego polskiego bohatera narodowego, i po wojnie nie mogł odzyskać swojego dawnego
stanowiska. Został więc furmanem i pracował dla Żydów transportując ich towary wozem konnym - buty, kapelusze - po całym regionie, do Sanoka, do Krosna.
Kiedy pan Kazimierz był mały ojciec czasem zabierał go ze sobą. Ogladał wtedy ojca targującego się z żydowskimi handlarzami i zawsze kiedy dobijali targu
mocno udarzali dłonią o dłoń. Pamięta że w Jasienicy Rosielnej mieszkali różni Żydzi, Ortodoksi, ci którzy "jedli kiełbasę" a także komuniści.
Kazimierz Walczak miał 16 lat kiedy armia nazistowska idąca od Słowacji 9 września najechała rejon Jasienicy. Naziści zabierali ludzi z synagog na roboty
przymusowe. Zmuszano ich do wykonywania łodzi mających posłużyć do ataku na Związek Radziecki. W miasteczku znajdowała się nazistowska szkółka
oficerska.
Ojciec pana Kazimierza obawiał sie aresztowania jako że pracował dla Żydów i był z nimi w dobrych stosunkach. Zarządca majątku Wysockich miał żone
Niemkę. Zostali oni przez Nazistów wyznaczeni do szpiegowania wśród lokalnej ludności. Zarządca ten, Maternowski, zaczął w imieniu Nazistów sprawować
władzę nad lokalna ludnością.
Rodziny żydowskie ukrywały się w piwnicach i niektóre z nich przetrwały wojnę. Niektórzy uciekli do lasów a inni zostali zamordowani na cmentarzu. Zostali
oni rozstrzelani przez żołnierzy ukraińskich. Niektórzy ludzie przedłużali swoje zycie płacą Nazistom okup, co nie zawsze jednak bywało skuteczne. Naziści zabierali
polskim rolnikom wszystko, mleko, zboże mięso bez jakiejkolwiek rekompensaty pieniężnej. Co więcej mieli oni miesięczne kontyngenty którym musieli sprostać.
Jedyną zapłatą był 1 litr wódki. Dostawali też od Niemców mydło w którym znajdowali ludzkie włosy. Od tych którzy uciekli z Oświęcimia dowiedział się o tym co
się działo i w jaki sposób produkowano mydło. Opowiedział nam historię mężczyzny który dowiedziawszy się że jego siostra została zabrana do obozu w
Oświęcimiu pojechał szukac jej tam. Pokazano mu wszystkie więźniarki, wśród których rozpoznał swoją siostrę. Poprosił aby pozwolono mu zając jej miejsce i
kobieta została zwolniona. Męzczyzna przetrwał wojnę jednak podczas pobytu w obozie wykonowyał okropna pracę w komorach gazowych.
W 1941 nasz gospodarz, pan Kazimierz, został wysłany do obozu pracy w Wiśniowej koło Rzeszowa, razem z innymi zdolnymi do pracy, włączając Żydów.
Budowali tunel kolejowy w Cieszynie, zaprojektowany przez Włocha. Żydowski lekarz pracujący w obozie powiedział im że mięso w zupie jest mięsem ludzkim a
oni uwierzyli z powodu specyficznego smaku i faktu iż warzywa w zupie były warzywami którymi Polacy karmili jedynie zwierzęta gospodarskie. Mój przewodnik
powiedział że słyszał już wcześniej o fakcie karmienia więźniów ludzkim mięsem. Kazimierz przebwał tam przez trzy miesiące ale później uciekł, razem z czterema
innymi mężczyznami zktórych jeden został zastrzelony. Spedził resztę wojny ukrywając sie w małej wsi pod Krakowem. Z powodu jego ucieczki jego ojciec
został aresztowany.
Kończąc swoją opowieść pan Kazimierz przywdział swoje wyjściowe ubranie i zabrał nas na wycieczke po miejscowości. Wpierw pokazał nam gdzie znajdował
się żydowska piekarnia, przy głównej ulicy miasteczka, następnie pokazał nam zakład krawiecki tuż obok, a potem kilka domów, dawniej w posiadaniu Żydów.
Spacerując główną ulicą doszliśmy do miejsca gddzie w przeszłości znajdował się zakład produkujacy mace ( obecnie parking). Według Kazimierza zakład
eksportował swoje produkty nawet do Stanów Zjednoczonych. W miasteczku znajdowały się dwie synagogi, jedna drewniana i jedna murowana i pan
Kazimierz wskazał nam miejsce gdzie znajdowała się jedna z nich.
Wysłuchanie tej opowieści było bardzo wzruszającym przeżyciem i wiem że pan Kazimierz miał ochotę opowiedzieć jeszcze więcej. Nikt dzisiaj za bardzo nie
słucha opowieści starych ludzi i, mimo że niektóre z tych wspomnień są bolesne, są one elementem jego historii a my chcieliśmy jej wysłuchać. To była też
nasza historia.
Barbara Goldberg
tłumaczył z języka angielskiego: Piotr Czerwiński
oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem: www.shtetlinks.jewishgen.org/krosno/krosnojasienica.htm#BGTRIP
Dawny żydowski zakład krawiecki w Jasienicy Rosielnej
fot. Barbara Goldberg