Legenda o górze Chyb
W Domaradzu na Pogórzu Dynowskim jest góra którą ludzie nazywają Chyb. Nikt nie wie skąd nazwa ta się wzięła, być może jest starsza niz sam
Domaradz, być może sięga czasów gdy wsi jeszcze nie było a na jej miejscu stało grodzisko prasłowiańskie.
Jakkolwiek by nie było, faktem jest iż ludzie zawsze byli
pewni że góra ta jest pełna tajemnic i niebezpiecznie jest wybierać się na szczyt po zmroku. Po co zresztą normalny człowiek wchodził by na górę po
ciemku skoro nie było takiej potrzeby. Jednakowoż byli tacy co widzieli jak po zmroku coś się świeci w lasach na Chybie. Ludzie powiadali że na Chybie
straszy. Wielu śmiało się z tych przesądów, kiedy jednak nadchodziła noc nawet ci najodważniejsi i najbardziej pewni siebie nie kwapili sie wchodzić na
szczyt aby udowodnić wyższość rozumu nad przesądem. Aż znalazł się jeden taki chłop który postanowił udowodnić że wszystkie opowieści o strachach
na Chybie to zwykłe gusła. Jasiek było mu na imię. Zwykł Jasiek zasiadać w Austerii i głośno wygłaszać swoje światłe poglądy i krytykować ciemnotę
prostego ludu. Jasiek jeździł końmi po towar dla domaradzkich Żydów aż do Lwowa, dlatego też uważał się za człowieka światłego i lepiej znającego świat
niż reszta mieszkańców Domaradza którzy najdalej bywali w Sanoku a i to nie wszyscy. Takoż więc pewnego czerwcowego wieczoru, wśród wódczanych
oparów, założył się Jasiek z chłopami z Budzisza że nazajutrz, dokładnie o północy, wejdzie na Chyb i udowodni wszystkim że opopwieści o duchach na
Chybieto zwykłe zabobony.
Nazajutz rano Jasiek wytrzeźwiał i już nie był taki pewny siebie jak wczoraj w nocy w karczmie. Mimo swego światowego obycia był
jednak mieszkańcem Pogórza i wiedział że dziwne rzeczy nieraz dzieją się na świecie i że są rzeczy o których uczonym się nie śniło. Wiedzial też jednak że
skapitulowac teraz juz nie sposób. Nadszedł wieczór i Jasiek chcąc nie chąc podążył do Austerii. Chłopy z Budzisza czekali popijając gorzałke którą Żyd
skrzętnie notował w swoim kajecie. Jasiek wychylił kielicha na drogę i jak obiecał tak ruszył na Chyb. Góra to stroma i Jasiek w połowie zadyszał się trochę.
Przystanął żeby odsapnąć i nagle poczuł uderzenie w twarz. Przeraził się niezmiernie ale jako chłop z krwi i kości juz był gotów oddać napastnikowi nie mógł
jednak tego zrobic bo w tej samej chwili straszliwy widok ukazał się jego oczom; oto metr przed nim w powietrzu uinosiła się czaszka. W pustych
oczodołach migotały ogniki świeczek.
Przerażenie sparaliżowało Jaśka na moment. Odzyskawszy panowanie nad ciałem rzucił sie pędem do ucieczki ale oto zauważył że wszędzie dookoła niego
unoszą się bracia i siostry brutalnej zjawy. Zaraz też odczuł kolejne ciosy na swojej twarzy, mimo że nie widział dłoni które je zadawały. Jakoś jednak udało
mu się zejść z góry na Płosinę. Zgromadzeni w Austerii widzieli tylko przez okno jak Jasiek z obłędem w oczach biegnie Cesarskim Traktem. Nikt nie
próbował go zatrzymywać. To był ostatni raz kiedy widziano go żywym. Nazajutrz rano Jasiek opuścił Domaradz. Nie pojechał jednak do Lwowa. Podróz w
którą wyruszył była znacznie dłuższa i nie było w niej mowy o bilecie powrotnym... Od tamtej pory nikt więcej nie odważył sie wchodzić
w nocy na Chyb. Ludzie usiłowali duchy wygonić krzyże na górze stawiając, żaden jednak długo nie przetrwał...
Kilkaset lat później, dwadzieścia wieków po czasach gdy Chrystus przemierzał pustynie Palestyny, przyjechał do Domaradza mężczyzna. Nikt bliżej nie znał
przyczyny jego pojawienia się we wsi pod Chybem. Wiadomo że miał tu rodzinę. Wiadomo że miał swoje zmartwienia, problemy, małe radości i duże
smutki,małe lęki i wielkie nadzieje, wiadomo, bo każdy je ma. Na pewno kiedyś kochał, być może nadal kochał, być może kiedyś był kochany, być może
nadal był.Bo każdy kiedyś był, jest, lub będzie. Jedynie ten mężczyzna już nie będzie. Kilka dni po przybyciu do Domaradza obcy zniknął. Poszukiwania w
miejscach oczywistych nic nie dały, co zresztą nie dziwi, bo ludzie którzy nie chcą być odnalezieni nie chodzą w miejsca oczywiste. Idą w miejsca odludne,
przez ludzi i Boga zapomniane, chociaż Bóg raczej o żadnych miejscach nie zapomina, tylko tak się ludziom wydaje. Tak się też ludziom wydało że być może
się przybysz ów w takowe miejsce wybrał, poszli więc na Chyb. Na Hybie znaleźli trupa.
Nikt tak naprawde nie wie co się wydarzyło na Chybie, nikt też chyba nie uważał tego za najważniejsze pytanie. Bo najważniejsze zawsze jest to nie "co",
tylko "dlaczego". Dlaczego sam, dlaczego tak daleko od domu, dlaczego na Hybie? Dlaczego śmierć, dlaczego już teraz? Czy nie mozna by jeszcze parę
lat, parę miesięcy, dni, minut, sekund?
Piotr Czerwiński
Chyb - widok z Magierowa
fot. Piotrek Czerwiński
Pasmo Chybu po deszczu. Widok z
Płosiny (Domaradz)
Krzyż na paśmie Chybu,
pomiędzy Domaradzem i
Bliznem.
Pasmo Chybu. Widok z
Pańskiego (Domaradz)